______pozwólmy wspomnieniom dzieciństwa______


____________znów zobaczyć świat______________

________by i nasze dzieci poznały ich czar_________

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Truchanowska Bożena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Truchanowska Bożena. Pokaż wszystkie posty

11 kwietnia 2021

"NAJMNIEJSZE" Jerzy Kierst

WIOSNA IDZIE!

Zobaczcie kogo można spotkać nad stawem, jeziorem czy rzeką,
jak żyje i sobie radzi.


"NAJMNIEJSZE

(...) Woła bure łabędziątko:
- Mamo!
Takie fale, taka piana.
- Mamo!
Nie nadążam już za piątką,
- Mamo!
Weź mnie, weź mnie "na barana",
- Mamo!

A z tych pięciu jedno w głośny śmiech:
- No, niech mama powie, mamo, niech!'Jak to łabędź "na barana" - ptak?
"Na łabędzia chyba - no, bo jak?"



"PERKOZ

Każdy dudek
ma swój czubek,
lecz nie tylko,
bo i perkoz!

Ma podwójny
i jest czujny,
patrzy w wodę
jak w lusterko.

Płynie, płynie
po głębinie,
patrzy w prawo,
patrzy w lewo..

Ja - do wioseł
i ukosem,
raz-dwaaa, raz-dwaaa,
wprost na niego!

A on chlup - i
znikł jak w dziupli,
zniknął w wodzie
jak kotwica."


Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1981


17 grudnia 2011

"KACPEREK" Janina Porazińska


Bardzo stara i piękna bajka o Kacperku, który sam nie wiedział co chce w życiu robić. Aktualne, a jakże! Próbował pracy u szewca, krawca, a nawet u magika. Lecz na nic to, nic do głowy nie wchodzi, coś innego robić chce. Nie dla niego szycie, miary i zaklęcia. Matka załamana, a on zniechęcony. Cóż począć? Ale przypadkiem poznał swe powołanie. Czyli jak w życiu. Kacperek odkrył miłość do skrzypeczek. Co więcej, dzięki nim sprawiał  radość wszystkim dookoła. Cudowne ilustracje.




"Gdy po roku już nauki
Kacper zrobił nowe buty,
majster wrzasnął w strasznym gniewie:
- Gdzieś flek przybił?! Na cholewie!
Obydwa na lewą nogę!
Gdzie zapiętek? Nie, nie mogę!
Co ci siedzi w głowie? Sieczka?
Wynoś się z warsztatu Fleczka!
Oszaleję z tym nieukiem!


Wypchnął Kacpra.
Trzask! Drzwi z hukiem!"




 Nasza Księgarnia, Warszawa 1969



21 grudnia 2010

"O RYBAKU PALUNKU" Ivana Brlić-Mazuranić



Piękna, bogata i dająca do myślenie baśń o tym, jak nie doceniamy tego co mamy, na korzyść tęsknoty za rzeczami na pozór wartościowymi i trwałymi. Ale złoto, władza i pieniądze to tylko iluzja szczęścia.

 Przekonał się o tym rybak Panulak marzący o skarbie i bogactwach. Nie cieszyła go oddanie żony, 
zdrowie i śmiech syna Vlatko i spokojne życie. 


Był gotów zrobić wszystko dla osiągnięcia zysku i sławy. Gorzkie jednak było jego zwycięstwo i zbytek. Stał się klaunem Morskiego Króla, własny syn go poniżał, a bogactwo nie zadowalało. 
Stracił godność, rodzinę i wolność. 


Na szczęście w porę się opamiętał. Mądra małżonka dzielnie pomagała mężowi. Przeżyli wiele niesamowitych przygód, co tylko utwierdziło naszego bohatera w przekonaniu co, tak naprawdę jest najważniejsze w życiu.


Ivana Brlić-Mažuranić (ur. 18 kwietnia w Ogulinie - zm. 21 września 1983 w Zagrzebiu), chorwacka poetka, dziennikarka i eseistka, znana przede wszystkim z pisania baśni. Nazywana niekiedy chorwackim Andersenem lub Tolkienem ze względu na bogactwo stworzonego przez nią mitycznego świata. Ogólnie uznana jest za jednego z najbardziej znaczących pisarzy tworzących dla dzieci.


Dwukrotnie była nominowana do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1931, 1938). Jako pierwsza kobieta została przyjęta w 1937 do JAZU (obecnie znanej jako HAZU - Hrvatska akademija znanosti i umjetnosti). Ustanowiono także w 1971 roku literacką nagrodę Ivany Brlić-Mažuranić, dla promowania literackiej twórczości dla dzieci i młodzieży. Jako matka sześciorga dzieci, miała możliwość dogłębnej analizy ich niewinnej psychiki, co wyraźnie wpłynęło na jej twórczą postawę.


"I szła kobieta z synkiem, z małym Vlatkiem, szła tydzień, szła dwa. Nigdzie nie mogła znaleźć drogi do Morskiego Króla. Zmęczyła się już bidulka bardzo i któregoś dnia zasnęła na nadmorskiej skale. Kiedy się obudziła, nie było synka, maleńkiego Vlatka. Tak bardzo się przestraszyła, że łzy zamarły jej w sercu, a z wielkiej żałości mowę jej odjęło, oniemiała. Poszła nieszczęśliwa z powrotem wzdłuż morskiego brzegu, niema wróciła do domu. 




Nazajutrz wrócił też Palunko. I on nie znalazł drogi do Morskiego Króla. Wrócił zły, wściekły. Wszedł do domu, a tu - synka nie ma, małego Vlatka, a żona niemowa powiedzieć mu nie może, co się stało, marnieje ze zgryzoty.


I tak już było u nich od tamtego dnia. Żona nie płacze, nie skarży się, niema krąży po domu, pracuje. Palunkowi jedzenie podaje, a dom pusty i cichy jak grób. Przez jakiś czas znosił Palunko ten smutek, aż mu to dojadło. Właśnie wtedy, kiedy miało się ziścić jego marzenie o wesołym życiu u Morskiego Króla, nadeszło to nieszczęście i zmartwienie."



Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1976



20 listopada 2010

"O JARZĄBKU I JARZĘBINIE" Brunon Hlebowicz


   Póki jeszcze gości u nas, a raczej miłościwie nam króluje  pora jesienna, chciałam zdążyć z tą właśnie książeczką. 


Jesień w tym roku naprawdę jest piękna. 


Chodząc codziennie do przedszkola z dziećmi mieliśmy wiele okazji by się jej przyjrzeć i czerpać z ciepłej aury. Nazbieraliśmy wiele owoców tej pory roku i orzechów, i kasztanów, i żołędzi, i liści różnorakich kolorów.


 Codziennie widzieliśmy zmiany jakie pozostawiało po sobie odchodzące lato i coraz widoczniejsze ślady przychodzącej jesieni. 


Nic jednak tak nie cieszyło oka jak właśnie tytułowa jarzębina. Obserwowaliśmy ją od pączków liści, kwiatów po zielone owoce, aż w końcu trzymaliśmy w dłoniach dojrzałe czerwone kuleczki. 


A jakie było zdziwienie dzieci gdy się dowiedziały, że to nie tylko pokarm ale i lekarstwo. Takie niepozorne, skromne i na pozór niepotrzebne kiście. Ta książeczka właśnie o tym mówi. 


Pozostałe drzewa ogołocone zbyt wcześnie ze swych skarbów zazdrosne były o zielone listki i czerwone owoce. Namówiły Wicher by postrącał je również jarzębinom. Ale się bardzo zdziwił, gdy w obronie swojego pożywienia stanęły ptaki. 


Spotkamy tu przede wszystkim jarząbka, który dzielnie przeciwstawił się Wichrowi. Pomimo, iż książeczka mocno zniszczona, ilustracje piękne i szczegółowe. Bardzo ciepłe i klimatyczne. 


Przedstawiają to co ludzie robią jesienią, trafnie opisuje zmieniającą się aurę,
 aż do pierwszych mrozów i śniegu.


"Przez pola przeleciał, stertę zboża rozrzucił, wpadł na drogę i zatrząsł jarzębinami. Po chwili czerwień leżała  na drodze. Drzewa stały ogołocone nawet z liści. 




Dojrzał Wicher starą jarzębinę, stojącą przed domem, płonącą bogactwem owoców. Z taką siłą uderzył, że część dachu zerwał. Ludzie uciekali, kryli się gdzie kto mógł, a Wicher hulał. Starą wierzbę w pół złamał i tylko ze śmiechem zawył: "Pooomyliiiłeeem się!".




Poleciał szukać innych jarzębin. Hulał po drogach polnych i wsiach. Niejedną brzózkę do ziemi przychylił, niejednej sośnie konary połamał."


Biuro Wydawnicze RUCH, Warszawa 1967

17 września 2009

"PRZEZ PAWIE OCZKO" Hanna Januszewska

Chcecie bajkę, oto bajka... Współczesna bajka o krasnoludkach i wróżkach. Nie ma tu wielkiej magii, złych czarów czy zaklętych żab, ale za to dużo ciepła, trochę tajemniczości, sporo śmiechu i radości. Rzecz dzieje się w mieście, wielorodzinnym bloku, gdzie mieszkają bohaterowie: Tereska, Artur i Bronek oraz pani Placyda (Regułka) -księgowa. Występują również pan monter, pan sprzedawca i pan dozorca.

Sprawczyni całego zamieszania z krasnoludkami (pani w wielkim kapeluszu) ciocia pani Regułki, pojawia się tylko na początku i na końcu historii. Oprócz dzieci wszyscy znali ciocię i jej krasnoludki, które przez pewien czas musiały przebywać pod opieką niezadowolonej z tego faktu pani księgowej. Zawsze bardzo skrupulatna, dokładna, punktualna i niesamowice zapracowana, nie miała wogóle chęci na dodatkowe obowiązki. Niepotrzebnie się jednak obawiała, bo malutkie skrzaty same postanowiły się soba zająć. Dały się poznać bowiem zarówno dorosłym jak i najmłodszym mieszkańcom bloku. Nikt jakoś specjalnie nie był zaskoczony ich obecnością czy istnieniem, a dzieci oczywiście wielce się tym radowały. Jak na krasnoludki przystało pomagają każdemu kto tego potrzebuje i pomimo ciągłego palenia fajek są bardzo lubianymi towarzyszami zabaw i spacerów. W dzisiejszych czasach niewątpliwie przydałby się taki pomocny skrzat każdemu, bo wszyscy jakoś mają tych zajęć tak wiele, zbyt wiele, jak na ograniczone możliwości i dysponowany czas. Charakterystyczne ilutracje Bożeny Truchanowskiej przywołują moje miłe wspomnienia z dzieciństwa. Rysunki są tu czarno białe jakby szkicowane. Jej kreska mocno kojarzy mi się z domem, spokojem i bezpieczeństwem. Przywołam jeszcze kilka tytułów Hanny Januszewskiej opatrzonych obrazami pani Bożeny: "Kopciuszek" czy "Złoty koszyczek". Życzę miłej lektury.


Nasza Księgarnia, 1984

27 lipca 2009

"DAWNO TEMU KIEDY BYŁAM MAŁA" Edith Nesbit

Wstyd mi trochę, ale bez bicia przynam się uczciwie, że z tej malutkiej książeczki nie pamiętam prawie żadnej nazwy miasta czy szkoły ani imienia czy nazwiska, tylko emocje i przeżycia małej Dziewczynki, bohaterki wybiórczego pamiętnika, a słynnej po dziś dzień, pisarki brytyjskiej. Daisy, bo tak ją tu nazywano (o, zapamiętało mi się!), opowiada dużo o swych szkolnych lękach i obawach, o pięknych przyjaźniach i nieudanych znajomościach oraz wielkim przywiązaniu do

rodziny i domu. Z kart tej zwiewnej i delikatnej lekturki bije gorąca miłość autorki do przyrody, co podkreśla przy każdej okazji. Nie zabrakło również słów uwielbienia dla książek i opisu początków twórczości literackiej. Bogactwo jej osobistych i niezapomnianych wrażeń, doznań i żywych wspomnień składaja się na obraz bardzo wrażliwej i dojrzałej emocjonalnie panience, obdarzonej równocześnie bujną wyobraźnią i polotem w mowie czy pisaniu. Mam nadzieję, że będę miała czas i sposobność skonfrontować ten, objawiony we wczesnej młodości Edith Nesbit, talent literacki z jej późniejszymi dziełami (m.in."Pięcioro dzieci i „coś”, "Feniks i dywan", "Historia amuletu") .Nie omieszkam oczywiście napisać o tym na blogu!

il.Bożena Truchanowska


Nasza Księgarnia, Warszawa 1969