______pozwólmy wspomnieniom dzieciństwa______


____________znów zobaczyć świat______________

________by i nasze dzieci poznały ich czar_________

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokora Mirosław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokora Mirosław. Pokaż wszystkie posty

18 listopada 2010

"JEDZIEMY NAD MORZE" Wanda Chotomska


Urocze wiersze opisujące podróż z księżycem do Gdańska. Sami od kilku lat wybieramy się nad Bałtyk, planują z z roku na rok urlop na plaży, ale niestety coś zawsze nam przeszkadza w realizacji tych zamierzeń. 


Tym przyjemniej było zagłębić się w tej lekturce. Poznać Gdańsk i okolice.
Księżyc bardzo malowniczo opowiada o Złotej bramie, Ratuszu, Dworze Artusa, 
Żurawiu, Spichlerzach i Starej Stoczni. 


Ożywia Fontannę Neptuna, Marsa w Zbrojowni, porównuje Złotej Kamieniczkę 
do zamorskiej księżniczki, zapoznaje z cyrulikami przy Zielonej Bramie.



Oprowadza nas po mieście pełnym tajemnic i niesamowitych historii. Jak dawnej Gdańsk był ważnym i potrzebnym portem, tętniącym życiem i handlem. Aż chce się tam być. 


 Dzięki ilustracjom arcymistrza Mirosława Pokory wszystko
 jest takie żywe, prawdziwe, sugestywne i ... żartobliwe.


Dawny, piękny Gdańsk zwany Złotym Miastem kipiał wielkim bogactwem, królewskimi strojami.
 Co z tego pozostało do dziś?


 Może w końcu się naocznie przekonamy... za rok?

  .

"Płynie srebrny Księżyc
Po sennej Mołtawie,
wita się z drewnianym,
portowym Żurawiem.



Wspomina, jak niegdyś
gdański Żuraw stary
ładował na statki
przeróżne towary.



Jak ciężko pracował
co dzień do wieczora,
jak dźwigał mozolnie
zboże w wielkich worach.



Codziennie o świcie
do pracy się zrywał.
Sześćset lat pracował.
Teraz odpoczywa."

1 czerwca 2010

"ODWIEDZIŁA MNIE ŻYRAFA" Stanisław Wygodzki

Wydawnictwo "Dwie Siostry" ma w zwyczaju (nadzwyczaj dobrym dodam, zwyczaju) i nie tylko oczywiście, wznawianie dawnych świetnych tytułów, w dodatku z odświeżaniem szaty graficznej starych wydań.

Stąd ich seria "Mistrzowie ilustracji". I tu możemy, obok innych znakomitości, znaleźć właśnie pozycję :"Odwiedziła mnie żyrafa". Ale nie o współczesnym lecz dawnym, pierwszym wydaniu tej książki (z 1967 roku) chcę napisać, bo takie wpadło mi i mojej córce w ręce niedawno. No i musimy przyznać, że nas zachwyciło. Spokojna, pełna uroku opowiastka o przemiłej żyrafie, która wpadła do Warszawy w odwiedziny, by się po prostu przewietrzyć. Gospodarz mieszkania, do którego zapukała bohaterka zdumiał się, ale przyjął gościa z otwartymi ramionami, jak przystało na dżentelmena. Jak się okazuje Żyrafa to bardzo towarzyskie i nietuzinkowe zwierzę. Od razu zaprzyjaźniła z właścicielem przytulnego domu zyskując swym wdziękiem i orinalnością jego sympatię . Taki był początek tej niezwykłej znajomości. Ale nie skończyło się na jednym zdziwieniu i zdumieniu gospodarza. Na każdym kroku bowiem żyrafa wprowadzała pewien zamęt w życiu i samym mieszkaniu pana domu. Należało przecież poprawić mały ręcznik, niski przysznic i lustr w łazience, czy krótki kabel od telefonu (był to bowiem starodawny telefon z osobną słuchawką, dziś z komórką nie byłoby problemu:-). A że czuła się jak u siebi,e nie krępowała się wcale zwracać uwagii na mankamenty wyposażenia drobnego mieszkania, wielce utrudniające poruszanie się wysokiej żyrafie i pełne zagoszczenie w "człowieczym". Wszelkie jej prośby i życzenia grzecznie zostały przyjęte i spełnione. Nawet zwykły poczęstunek nie był taki zwykły i prosty w realizacji. Można rzec, że raczej dość skomplikowana to była sprawa, bo żyrafa jadała tylko rzeczy długie, przez wzgląd na swą poczciwą szyję. Herbatkę zaś i kawę zwykła była pić tylko z porcelany, a dlaczego ? Tego można, a nawet należy dowieć się oczywiście z książeczki, bo przecież całości zdradzić nie można. Wielką bowiem frajdą było przeczytać i oglądnąć tę bajkę. Zachęcam, bo warto sięgać do lektur naszego dzieciństwa czy pokolenia naszych rodziców i dziadków. Spokój i dziecinnie błogie poczucie bezpieczeństwa nas czeka przy tej historyjce. Prosta i skromna fabuła, bez żadnych dziwadeł, smoków, magii i księżniczek, ale bardzo stateczna i dostojna, jeśli można to tak ująć. Dodam jeszcze tylko parę słów od siebie o autorze, bo jego biogram jest niezwykle interesujący. Stanisław Wygodzki bowiem pomimo dramatycznych przejść i nieakceptowanych w latach 60 i poźniejszych, poglądów politycznych zachował w sobie optymizm i dziecięcą radość życia co zaowocowało kilkoma książkami dla najmłodszych. Poza tym był przede wszystkim wiernym swej ideologii komunistycznej i żydowskiej wydając artykuły i audycje radiowe na temat walki partyjnej. Był więc niewygodny w kraju co spowodowało wygnanie pisarza i pobyt w Izraelu. Uciekał też w poezję, gdzie wylewał swe żale po stracie rodziny i córeczki w obozie koncentracyjnym. Co do ilustartora to nie potrzeba chyba przybliżać sylwetki Mirosława Pokory. Wszyscy znają i kochają jego rysunki. Akurat w tej wiekowej książeczce obraz i słowo wzajemnie się uzupełniają i przenikają. Nie sposób jednego oderwać od drugiego. Pewnie dlatego doceniono ten tandem po prawie 50 latach, odkurzono i wnowiono, by nadać książce rangę klasyki i przybliżyć następnemu pokoleniu. Nie wolno zapominać o takich perełkach!


Nasza Księgarnia, Warszawa 1967

3 marca 2010

"O TYM, JAK SIĘ RZEP DO PSIEGO OGONA PRZYCZEPIŁ" Lucyna Krzemieniecka
























Króciutka, ale bardzo przyjemna bajeczka o prozaicznym, ale jakże uciążliwym zdarzeniu z życia pewnego psa. Otóż, podczas beztroskiej zabawy na łące Burusiowi przyczepił się do ogona rzep. I za żadną cenę nie chciał się odczepić. Nie pomogła ani woda, ani kamień, ani drzewo. Rzep bowiem bardzo chciał poznać świat i tylko w ten sposób mógł się przemieszczać. To jednak było dla psa zbyt uciążliwe i dopiero pan Leon zdołał poradzić sobie z nieproszonym gościem.

Mirosław Pokora (1933-2006) to polski ilustrator książek przeznaczonych głównie dla dzieci (na przykład "Babcia na jabłoni" Miry Lobe , "Bambi" Feliksa Saltena , "Odwiedziła mnie Żyrafa" Stanisława Wygodzkiego). Oprócz tego plakacista, autor rysunków satyrycznych i karykaturzysta o bardzo charakteyrstycznej kresce. Nie sposób pomylić go z nikim innym.

"Leci pies, ogonem wywija. Merdnął ogonem koło ostów - nic, dalej biegnie po prostu.
Majtnął ogonem koło szczeci - nic, dalej drogą leci. Wreszcie merdnął ogonem ponad miedzą, gdzie rzepy siedzą.
I nagle:
- Hua, hau, wypadek się stał! Uczepił się rzep psiego ogona, trzema tuzinami zielonych haczykowatych nóżek wczepił się w Burusiowe kudełki i woła:
- Ho, ho, bardzo jestem rad, pojadę sobie na twoim ogonie w świat! Na twoim ogonie, jak w jakiejś karecie, pojadę sobie w podróż po świecie.
- Hau, hau, odczep się rzepie!

- A właśnie, że się nie odczepię, nie jestem kiep, nie odczepię się jakem rzep!"

Wydawnictwo "ALFA", Warszawa 1984